I love music czyli historia zdesperowanego twórcy

14:53


Wydawać by się mogło, że rzucam słowa na wiatr. Mówi taka, że będzie dużo postów, po czym znika na tydzień a blog mchem zarasta. Takie jest życie proszę państwa, takie jest życie.
Żeby nie było znowu tak poetycko-patetycznie, dzisiaj post z rodzaju rękodzieła.
Z twórczej niemocy popadłam w twórczy szał, nie tyczy się to natomiast pisania. Mój mózg co chwilę wysyła mi sygnał, bym przestała pisać, bo taka nieokiełznana mieszanina słów wręcz rani oczy. Bo wena to już jest takie wredne stworzenie, że zawsze jej nie ma, gdy jest potrzebna. A im bardziej chce się napisać dobrego posta, tym bardziej nic nie wychodzi.
W każdym razie... Jako że ostatnio krucho u mnie z kasą (matko i córko, ojcze i synu, czyżbym właśnie przyznała się do tego na blogu?!) postanowiłam, zamiast zamawiać jakieś drewniane przedmioty do ozdabiania, rozpocząć poszukiwania na strychu i wszelakich pomieszczeniach typu graciania etc etc i znalazłam ją- piękną, "opaloną", spoglądająca na mnie zza lakierowanych warstw niby-ramkę. A dlaczego niby? Bo w gruncie rzeczy ramką tego nazwać nie można, gdyż pierwotne przeznaczenie tego drewniaka nie jest mi znane.
Wzięłam się zatem do roboty- najpierw w ruch poszedł papier ścierny a mym oczom spod owej "opalenizny" ukazała się szlachetna, blada karnacja. Nie na długo, bo jednak odrzuciłam pomysł zostawienia jej w stanie surowym i potraktowałam ją farbą. Najpierw jedną, potem drugą, a następnie znowu papierem ściernym. I wszystko byłoby dobrze, gdybym nie zdecydowała się na transfer. W chwilach gdy razem z taśmą odchodzi kawałek farby, a preparat do transferu zostawia obwódkę wokół liter jedyna myśl, która przychodzi do głowy to:
Nienawidzę rękodzieła







Po chwili jednak, zamiast opcji "wychrzanić wszystko do kosza", ze złością wybrałam opcję drugą czyli dokończenie pracy mimo niepowodzenia. I tak, po całym procesie złożonym z serii porażek, udało mi się wyciągnąć jeden wniosek.
Z rękodziełem jest jak z operacjami plastycznymi- zwykle efekt finalny wychodzi zupełnie inny od oczekiwanego, a tobie zostają gorzkie łzy.
Szczyt desperacji osiągnęłam jednak podczas zdjęć, gdy okazało się, że po ich zgraniu wszystkie wydają się być za ciemne, a ramka wygląda jak z kosza wyjęta. Trzeba było sięgnąć do gimpa, żeby poprawić jasność a ramka ostatecznie zostanie sobie u mnie.
A mówią, że tworzenie odpręża...

Zerknij i tutaj

16 komentarze

  1. Wiem, że twórcy krytycznie podchodzą do swojej pracy, ale bardzo przesadzasz! Mnie zdjęcia zachwyciły już na miniaturce! Sama praca wygląda rewelacyjnie, bardzo klimatyczna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tam, mi się ramka podoba :) W rękodziele piękne jest właśnie to, że stworzone rzeczy mają pewne "mankamenty", które dodają przedmiotom oryginalności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to, świetnie ujęte! Po tym poznaje się rękodzieło :D

      Usuń
  3. Czasami rękodzieło daje mocno w kość. xD Trzeba dużo cierpliwości, ale od czasu do czasu coś wychodzi. :P Ramka jak dla mnie git, chociaż faktycznie zdjęcia ciemne, choć jak piszesz pewnie było gorzej. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku od czasu do czasu to mało powiedziane- jedna praca na rok wychodzi prawie jak należy :D
      Właśnie dziwi mnie to, że na wyświetlaczu w aparacie wszystko wygląda w sam raz, a na komputerze wygląda to jakbym robiła zdjęcia o 24 o.O

      Usuń
  4. Ładna ta ramka, nie wiem, co ty od niej chcesz. Chyba jednak jesteś cierpliwa, skoro ją skończyłaś. Ja zawsze, gdy coś z rękodzieła mi nie wyjdzie (a tylko 1 na 10000000 przedmiotów wychodzi xD) to pizgam to do pieca, żeby spalić ten rażący po oczach przedmiot hańby XDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, luzik, po prostu ten tekst ma wydźwięk ironiczno-humorystyczny, taka moja natura :D
      Polemizowałabym... xD Moja cierpliwość jest na wyczerpaniu, a kieruje mną jedynie desperacja ^^

      Usuń
  5. Mam zupełnie podobnie. Chodziłam ostatnio po strychu u babci i zadziwiające ile rzeczy można jeszcze zrobić, przerobić i zdecoupagować:)
    Uwielbiam Twoje zdjęcia.
    p.s. Transfer robię na drewnie za pomoca preparatu do transferu i wydruku lustrzanego odbicia.Zamierzam wypróbować olejek lawendowy, bo podobno na tkaninach wychodzi rewelacyjnie:)
    Grunt to cierpliwość w dążeniu do wymarzonego celu.
    Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. hah :D może dlatego nie przepadam za wszelkim diy.. :D
    blog: optymistka. | fanpage

    OdpowiedzUsuń
  7. ramka cudowna ! :)

    http://anicix.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. cudowne miejsce....cieszę się, że do Ciebie trafiłam. Pozdrawiam Jola z make deccor

    OdpowiedzUsuń
  9. Ah, mam to samo, ale jak dopadnie mnie wena, to nikt mnie nie powstrzyma :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Haha ile raz miałam to samo!
    Ręcznie robione rzeczy mało kto umie wykonać perfekcyjnie a mimo to są świetne i o wiele lepsze od kupnych. Czasami mam tak że coś mi się kompletnie nie podoba, a ludzie się mega zachwycają :P
    W każdym razie Twoja ramka mi się bardzo podoba ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie! :)
Obserwacji za obserwację mówię nie. Jeśli chcesz zaobserwować mój blog, będzie mi bardzo miło, ale jeśli zrobisz to dlatego, że Ci się podoba, nie dlatego, że liczysz na rewanż.

Translate