Perfekcjonizm- przekleństwo czy błogosławieństwo?

15:00


Z bólem serca przyznaję- jestem perfekcjonistką.
Ostatnio dzięki prezentacji rozwojowca <proszę bardzo łapcie linka> dowiedziałam się, że istnieje uwaga uwaga- nie tylko 1 rodzaj tegoż zjawiska. Z niemałym zaskoczeniem zorientowałam się, ku mojemu niezadowoleniu zresztą, że jestem w większej mierze perfekcjonistką neurotyczną...
A więc jak to jest z tym perfekcjonizmem proszę państwa?
Otóż perfekcjonizm urósł w moim życiu do rangi schorzenia. Tak tak, dobrze widzicie- schorzenia. Nie nazwałabym go już cechą charakteru, a upierdliwym wrzodem na... mózgu. Coś, co początkowo wydawało się być wielką zaletą, okazało się być wadą, czy nawet swego rodzaju uzależnieniem. Zupełnie jak alkohol czy fajki.
Bo perfekcjonizm to dla mnie wieczne niezadowolenie z siebie i własnych osiągnięć. To malkontenctwo uprzykrzające życie zarówno mi samej, jak i otoczeniu. To dążenie do czegoś, czego... nie ma. To podnoszenie sobie poprzeczki coraz wyżej. To wypalenie zawodowe. To ciągła presja stwarzana przez siebie samą i otoczenie. To przysłowiowy "kij w dupie" i wieczne spięcie. To porażki bolące 2 razy bardziej. To ciągłe dawanie z siebie minimum 100%. To utrata czerpania przyjemności, z tego, co wcześniej nam ją przynosiło. 
To zmęczenie.
To zmęczenie, które musi się pojawić po tym, jak przez znaczną część swojego życia dajesz z siebie wszystko.
Jedno pytanie- po co?
Bo chcesz się rozwijać? Super, każdy chce. Ale gdy ceną staje się życiowa radość, luz, spokój, to... to chyba przestaje mieć sens.
Żyjemy w dziwnych czasach. Czasach kultu szczupłego ciała, przewartościowania priorytetów, osiągania sukcesu za wszelką cenę. Wszędzie wpajają nam wizerunek ideału, który w rzeczywistości nie istnieje. Niejako wymusza to na nas ciągłe porównywanie się z przedstawianymi przez ten świat wzorcami. Ciągle jesteśmy podsumowywani, "wpychają" nas do krzywej Gausa, obrazują w centylach, określają pojęcie normy, i tego, co poza nią.
Żyjemy w dziwnych czasach.
Ale to już temat na kolejne rozważania. Tymczasem...
Można prowadzić nieidealne życie. I czerpać z tego radość. Carpe diem i do przodu.
I gdybym mogła cofnąć się w czasie i powiedzieć coś 13-letniej mi, to byłoby to: wyluzuj, nie warto.
Bo moim zdaniem- nie warto. Nie warto bawić się w perfekcjonizm i dojść do powyższych wniosków. Trochę przykro uświadomić to sobie po niemalże dekadzie, ale... lepiej późno niż wcale.
Nie bez powodu podkreśliłam frazę "moim zdaniem". Bo każdy kieruje swoim życiem tak, jak tego chce, i jeżeli dobrze mu z perfekcjonizmem, jeżeli prowadzi go tam, gdzie chce- to super, nie mieszam się do tego. Sama prezentacja, którą wam podlinkowałam głosi, że istnieje również ten dobry rodzaj perfekcjonizmu. Warto jednak mieć świadomość tego, że każdy medal ma dwie strony.
Zapewne możecie być zdziwieni treścią tego posta, bo takowe nigdy się na mym blogu nie pojawiały. Ale to są właśnie zmiany, które wielokrotnie zapowiadałam, a przed którymi czułam duży opór, by je zaprowadzić, Cała ironia losu tkwi w tym, że chociaż nie raz podkreślałam, jak to nie lubię schematów, ograniczeń i zaszufladkowania, zaszufladkowałam samą siebie. A przecież blog oprócz publikowania swoich prac może być też miejscem promowania fajnych treści, wartości, ciekawych dyskusji, kształtowania własnego zdania, światopoglądu. Dlatego właśnie wkroczyła tutaj nowa seria, którą mam nadzieję, przyjmiecie ciepło.
Na dzisiaj to tyle, czekam na Wasze opinie w sprawie bohatera dzisiejszego posta, Wasze ewentualne sposoby na zwalczanie tego szkodnika i cóż więcej rzecz mogę...
Bajo!


Zerknij i tutaj

4 komentarze

  1. Nie no, jasne że jest po czasie jakieś wypalenie, ale to jedziesz na tydxień w ładne miejsce, odcinasz się od Internetu, ładujesz baterie i dalej jesteś ideałem 😎 Prosta sprawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się z tego wyleczyłam - w pewnym momencie organizm odmówił posłuszeństwa - nagle okazało się, że nie jestem niezastąpiona i ktoś coś może zrobić za mnie, wcale nie gorzej, może inaczej... nie muszę być wszędzie, mogę robić coś dla własnej przyjemności, nawet jak nie wyjdzie.., do końca idealnie. Nauczyłam się cieszyć się z tego co robię, stała się to moja ucieczka od stresów.. życie jest za krótkie na perfekcjonizm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To gratuluję :) Przede mną jeszcze długa droga zanim wykorzenię z siebie to ustrojstwo

      Usuń

Dziękuję za komentarz i zapraszam ponownie! :)
Obserwacji za obserwację mówię nie. Jeśli chcesz zaobserwować mój blog, będzie mi bardzo miło, ale jeśli zrobisz to dlatego, że Ci się podoba, nie dlatego, że liczysz na rewanż.

Translate